15/11/2025
Chyba w końcu trzeba dotknąć tego tematu. Druga Wojna Światowa w Międzygórzu...
Międzygórze jest dziś polskie, ale przez większość swojej historii było niemieckim Wölfelsgrund. Bez względu na poplątane i bolesne koleje losu naszych narodów należy uczciwie przyznać, że to głównie dzięki determinacji, hartowi i przedsiębiorczości niemieckich mieszkańców Wölfelsgrund, współczesne Międzygórze jest takie, jakim je znamy.
Zaryzykuję stwierdzenie (mówię to w swoim imieniu, ale tak to czuję), że "poniemieckość" naszych okolic przestała już być tematem tabu. Coraz częściej świadomie staramy się odkryć jej tajemnice, czujemy się w jakiś sposób spadkobiercami tamtych pokoleń i nawiązujemy do ich osiągnięć.
Jak więc wyglądało Wölfelsgrund w przeddzień przejścia w granice Polski? Czy tu w ogóle czuć było ten straszny konflikt (rozpętany wszak przez samych Niemców)?
Obraz, jaki się z nich wyłania, ze wspomnień mieszkańców (spisanych w “Die Chronik zu Wölfelsgrund”) jest niejednoznaczny.
Z jednej strony, życie toczyło się pozornie normalnym, wręcz sielskim rytmem.
Jeszcze w Zielone Świątki 1939 roku miejscowość przeżyła... najazd turystów. Samochody parkowały ponoć aż od Idylli (obecnie to budynek mieszkalny znajdujący się już nieopodal cmentarza, więc tłok był większy niż w nasze długie weekendy).
Na ulicach można było spotkać znane osobistości - bywała tu np. wdowa po cesarzu Wilhelmie II, księżna Hermine.
Piekarz Exner co tydzień objeżdżał wieś wozem lub saniami. Mleczarz Stein z Jaworka zaopatrywał hotele. Ten zresztą... lubił wpaść do gospody. Gdy już był "mocno załadowany" i nie mógł się utrzymać na nogach, po prostu kładziono go na wóz, dawano klapsa koniowi, a ten sam odwoził pana do domu.
Zimą 1939/40 dach sali w Tyroler Hof (obecny ośrodek Słoneczna, a sala to zapewne kino) zawalił się pod ciężarem metrowej warstwy śniegu. Szkodę naprawiono błyskawicznie, by zaplanowane imprezy mogły się odbywać.
W szkole dzieciaki pod okiem nauczyciela Glogera budowały modele szybowców, którymi wypełniony był cały sufit klasy
Ale równolegle, wielka historia i wojna coraz mocniej pukały do drzwi…
Już w 1938 roku, w czasie kryzysu sudeckiego, w Międzygórzu stacjonował Wehrmacht.
Nauczyciel od szybowców, Ernst Gloger, został powołany do wojska. Znikali też inni przedsiębiorcy, wcielani do armii.
W 1941 lub 1942 roku z kościoła zabrano dzwon i przetopiono go na cele wojenne.
Niedaleko obecnego schroniska pod Śnieżnikiem rozbił się wojskowy samolot transportowy JU 52, zginęło 9 osób. Jego szczątki można było odnaleźć na zboczach Śnieżnika jeszcze długo po wojnie
W 1944 roku, nastoletnich chłopaków z wysłano pod Międzylesie do kopania okopów. Relacjonowali, że słyszeli tam huk artylerii. Międzygórze jednak ominęły działania wojenne i wyszło z tego konfliktu bez żadnego szwanku.
Sanatorium (obecny DW Gigant) pełniło rolę zapasowego lazaretu, a potem przytułka dla uciekinierów i osób starszych. Aż do końca wojny było zarządzane przez Rudolfa Jaenischa. Na marginesie - Po wojnie dostał on od polskich władz propozycję dalszego prowadzenia ośrodka (nie byłby już jednak jego właścicielem), z której nie skorzystał. W 1946 roku został wysiedlony wraz z rodziną.
Poniżej unikatowe zdjęcie (z kolekcji Jana Bebłota) Międzygórza z czasów wojennych. Krzyż umieszczony na zboczu miał prawdopodobnie informować lotnictwo aliantów, że w okolicy znajduje się szpital i zabezpieczyć miejscowość przed bombardowaniem (co najwyraźniej zadziałało).