31/08/2026
Mieszkam prawie 30 lat w Rzymie.
Moja siostra zapytała mnie : " nie znudził ci się ten makaron?" Nie. Bo raz jest długi, raz krótki, innym razem pokręcony. Czasem muszelki, czasem ...lasagna. Pośmialiśmy się.
A tobie nie znudziły się ziemniaki?
2 podstawowe opcje: w całości albo poduszone 🤪 Nigdy nie znudzi mi się włoska kuchnia. Kocham też risotto na wszystkie sposoby( sezonowo). Ale tak jak Zagubieni czasem wyskoczę na żarcie orientalne czy np. libanskie. A pizza raz w tygodniu albo rzadziej. Dziękuję za post Zagubieni w Rzymie Pozdrawiam serdecznie. Saluti-Tomasz Roma73 apartment
Czy naprawdę można się przejeść włoską kuchnią?
„Byliśmy we Włoszech cały tydzień i nie zjedliśmy ani jednej pizzy, ani jednego makaronu."
Gdy natrafiliśmy na ten komentarz, w pierwszym odruchu chcieliśmy zadzwonić po karetkę albo przynajmniej po egzorcystę. Bo brzmi to trochę jak wyznanie: „Byłem w Rzymie i jakoś nie trafiłem na Koloseum". A zaraz potem przyszła myśl znacznie bardziej podstępna: a może się da?
Zróbmy krok wstecz, bo sprawa jest ciekawa. Akurat teraz świat oficjalnie ukoronował Włochów. W najnowszej edycji TasteAtlas Awards 2025/26 kuchnia włoska wróciła na pierwsze miejsce na świecie, ze średnią 4,64 na 5, wyprzedzając Grecję (4,60) i Peru (4,54). Portal przeliczył ponad 590 tysięcy ważnych ocen wystawionych niemal 19 tysiącom potraw i produktów, a Włochy odebrały koronę Grekom. W tej samej chwili, w której jury całego globu bije brawo carbonarze, znajdują się ludzie, którzy jadą nad Tyber i przez siedem dni omijają makaron szerokim łukiem.
Rodzi się więc pytanie: to z nimi jest coś nie tak, czy może z rankingami?
Każdy z nas nosi w głowie podobną wizję. Poranek to cappuccino i cornetto, południe pachnie pastą, wieczór należy do pizzy, a między jednym a drugim przewijają się tiramisu, lody, oliwa, pomidory, mozzarella i obowiązkowy kieliszek czerwonego. Piękny obraz. Niestety to obraz, a nie jadłospis. Włosi na co dzień nie żywią się wyłącznie tym, co my z rozrzewnieniem nazywamy „kuchnią włoską".
Można pojechać do Włoch i ani razu nie zamówić pizzy. Można nie tknąć spaghetti. Można nawet nie przepadać za pomidorami, parmezanem czy oliwą i mimo wszystko najeść się wybornie. Bo prawdziwa kuchnia włoska jest przede wszystkim regionalna. To nie jeden gigantyczny talerz makaronu z pizzą majaczącą gdzieś w tle.
Na północy rządzą risotto, polenta, masło i sery, dania, które z Neapolem łączy mniej więcej tyle, co Zakopane z Sopotem. Nad morzem królestwo należy do ryb i owoców morza. W górach na stół wjeżdżają mięsa, grzyby, ziemniaki i wszystko, co treściwe i konkretne. Do tego karczochy faszerowane po rzymsku, strączki, zupy, podroby, lokalne sery i cały legion specjalności, o których w turystycznych folderach nikt Wam nie wspomni, bo się zwyczajnie nie mieszczą. Italia to nie jedno danie. Italia to atlas dań.
W grudniu 2025 roku, na obradach w New Delhi, UNESCO wpisało kuchnię włoską na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości, jako pierwszą na świecie kuchnię całego kraju uhonorowaną w całości. Wielkie święto, prosecco lało się strumieniami. Ale najsmaczniejszy jest szczegół, który umknął w tej euforii: komisja nie wskazała ani jednej sztandarowej potrawy. Ani pizzy. Ani makaronu. Doceniono nie danie, lecz cały mozaikowy pejzaż regionów i rytuał wspólnego stołu: rozmowę, dzielenie się, celebrację.
Instytucja, która ostatecznie namaściła włoską kuchnię, jednym gestem potwierdziła dokładnie to, co próbujemy Wam tu wyłuszczyć. Że nigdy nie chodziło o pizzę. Pizza neapolitańska swój dyplom od UNESCO dostała osobno, już w 2017 roku.
Skoro już weszliśmy na drogę szczerości, postawmy pytanie, którego w towarzystwie miłośników Italii raczej się na głos nie zadaje: czy można nie lubić kuchni włoskiej?
Można. I to bez cienia poczucia winy. Nie każdy kocha smak oliwy. Nie każdy przepada za serami o charakterze tak wyrazistym, że wchodzą do pokoju przed tym kto je zjadł. Nie każdy toleruje gluten, pomidory, nabiał czy ciężkie, długo zalegające w żołądku dania. Dla jednych włoskie jedzenie bywa zbyt monotonne, dla drugich zbyt „mączne", dla trzecich zbyt tłuste, a dla jeszcze innych zbyt proste.
I oto doszliśmy do herezji: czasem kuchnia włoska potrafi się znudzić.
Tak, powiedzieliśmy to na głos. Bo jeśli przez kilka dni z rzędu wsuwamy pizzę, focaccię, cornetti, pastę, panini, gnocchi i na deser jeszcze tiramisu, to nawet najzagorzalszy italofil łapie się w pewnym momencie na myśli: „A może dzisiaj coś bez mąki?".
Z ręka na sercu przyznajemy, że dołączamy do grona podejrzanych. My też czasem schodzimy z włoskiego szlaku. Dzieciaki wołają o schabowego. Pani Zagubiona marzy o młodej kapuście z koperkiem, Pan Zagubiony o zrazach. Bywa, że idziemy na sushi albo na pierożki bao, a bywa, że na stole ląduje najzwyklejsza ogórkowa i tyle, koniec dyskusji.
Podejrzewamy, że cała rzecz rozbija się o różnicę między turystą a mieszkańcem. Turysta ma krótką chwilę i słusznie chce ją wycisnąć do ostatniej kropli oliwy. Zajada Włochy łapczywie, na zapas, jakby jutra miało nie być. My, żyjący tu na stałe, jemy inaczej: u nas przy stole spotyka się pół świata, bo to nie wakacyjny performance, a codzienność, która lubi mieszać kultury.
Zostaje pytanie najważniejsze i najbardziej podstępne z całej tej opowieści: czy Wy naprawdę lubicie kuchnię włoską, czy raczej lubicie Włochy? Bo to, uwierzcie, wcale nie musi być to samo.
Jesteśmy ogromnie ciekawi Waszych odpowiedzi. Czy zdarzyło Wam się świadomie odpuścić pizzę i makaron? Czy przetrwalibyście we Włoszech cały tydzień i ani razu ich nie tknęli? A może stoicie po drugiej stronie barykady i twierdzicie, że jechać do Włoch bez pizzy i pasty to jak stanąć nad morzem i nie zamoczyć w nim choćby palca?
Zaczynamy liczyć ile będzie komentarzy: „Nie lubię włoskiej kuchni. I już." O ile w ogóle takie będą. 🤪
A zanim wybije północ, bo zegar tyka nieubłaganie, mała rzecz z naszego sklepu. Do końca dnia obowiązuje kod “WAKACJE20”, który zdejmuje 20% z ceny wszystkich naszych e-booków (jedyny wyjątek to Wielki Pakiet Zagubionych). Potem kod znika jak ostatnia porcja cacio e pepe po dwudziestej trzeciej, czyli bezpowrotnie. Jeśli od dawna zerkacie na któryś z tytułów, to jest ten moment. Tylko do północy:
sklep.zagubieniwrzymie.pl