02/02/2021
Nie wiem jak to jest u Was, ale u nas, kiedy rozpoczął się sezon ślubny wśród rodziny i znajomych, to praktycznie każdy weekend spędzaliśmy na weselach. Wiadomo! Wesela każdy lubi, więc nie narzekaliśmy na nudę.
Oczywiście, jak to na ślubie bywa, oczy gości skierowane są na lśniącą w bieli pannę młodą. Tuż obok niczego sobie pan młody na nogach z waty. Romantyczny ślub, piękne kazanie, przysięga wzruszająca każdą ciotkę 😭, później konfetti 🥳, życzenia, pierwszy taniec, wszystko okraszone dobrze znanym rytmem piosenek disco. Można by wymieniać dalej, lecz każdy zna wspaniałą polską tradycję.
I tak minął pierwszy, drugi, piąty, dziesiąty z naszego ślubnego tourne. Każdy wspaniały, ale do złudzenia przypominający poprzedni. Chcieliśmy, aby nasz czymś się wyróżniał, żeby wiązał się z naszą pasją. Długo nie myśląc, decyzja zapadła. Jedziemy motycyklem! 🏍 Wybór ślubnych kreacji nie był trudny w przypadku pana młodego. Wiadomo nie od dziś, że każdy garnitur doskonale pasuje do motocykla👌. Suknia ślubna.. hmm.. będzie trudniej. Na wystawie piękna księżniczka, a tam jeszcze ładniejsza rybka. Wkręcone w szprychy motocykla, mogłyby nie wyglądać już tak okazale.😉 Zatem chcąc, nie chcąc, wybór padł na krótką sukienkę, niezbyt obszerną, żeby panna młoda (jako plecak), upakowała tiule i falbany, no i przede wszystkim, żeby sukienka zmieściła się do kufra. Ślub w Zakopanem, trzeba to było jakoś dotransportować. I choć z perspektywy czasu uważamy, że nasz ślub był NAJ... (dlatego, że był nasz 💕), to wiemy, że panna młoda jako plecak na motocyklu nie jest najlepszym rozwiązaniem.
Motocykl z koszem 🛒! To byłoby coś! Jest pomysł 💡, trzeba działać. Tyle jeszcze młodych par można uszczęśliwić 😃. Co prawda, nie było to takie hop-siup! Przerobienie czarnego Shadowa, na biały motocykl z Czechosłowackim koszem wyszarpanym praktycznie z muzeum, jest nie lada wyzwaniem. Wspólnymi siłami, małymi kroczkami, udało się zwieńczyć dzieło! I jest już z nami! Nasze dziecko, nasze cacko. Bierzcie i korzystajcie!