16/10/2017
SZEF
Był sobie szef,
Wielki jak lew,
I straszny był z niego czepialski,
Każdy kto przyszedł pierwszy do pracy,
Meldować się musiał ku swej rozpaczy,
Bo szef był człowiekiem nie z tego świata,
Czepiał się wszystkich przez długie lata,
Że Krysia dziś w spodniach przyszła do firmy,
Że Basia ma bluzkę krótszą od Irmy,
Że Marcin na biurku ma same papiery,
Choć bez nich nikt tu nie zrobi kariery,
Że Danka z Iwoną za dużo gada,
Co osiągnięciu zysku nie odpowiada,
Że Ela śniadanie za długo jadła,
Ale inaczej to z głodu by padła,
Że Michał za długo patrzy w komputer,
Bo akurat źle podłączony ma ruter,
Że palce każdego po klawiaturze,
Przepływać winny jak woda w rurze,
By tylko siedzieć i normę robić,
By ON i inni mogli zarobić,
A jak już komuś z normą nie wyszło,
To na dywanik do szefa przyszło,
A tam już szef zrobił swoje,
By przed człowiekiem zamknąć podwoje,
Bo jak nie będzie więcej pracować,
To wnet pod mostem może nocować!
Na miejsce jego jest podań tysiąc,
Że go wyleje – to może przysiąc,
I bał się jeden i bał się drugi,
Bo do spłacenia każdy ma długi,
Więc przyszło bać się i cicho siedzieć,
By szef już nic nie mógł powiedzieć,
Lecz szef nie wiedział jeszcze jednego,
Że jutro inni przyjdą do niego,
I nie wiadomo- gdy jak pójdą goście,
Czy chodzić będzie pod czy po moście!!!