01/02/2026
Na wakacjach
Zanim zamieszkaliśmy na pagórach, trudno było znaleźć w naszym kalendarzu weekend, w który byliśmy w domu. Tryb planowania, pakowania, wyjeżdżania i powrotów mieliśmy rodzinnie zakodowany w DNA. Piątkowa praca i szkoła, wyjazd, niedzielny powrót, a w poniedziałek wyprane pranie po podróży już w szafie. Do teraz uważamy, że podróże - jak mało co - budują wrażliwość, ciekawość, uważności, szerokie horyzonty.
Ale rozmawialiśmy wczoraj o tym, że w tym domu wszyscy nadal czujemy się ja na wakacjach (Krzyś podsumował to nawet tekstem, że nawet wynosząc śmieci czuję się jak na wakacjach😁).
Ja bym to nazwała uziemieniem. Jedząc śniadanie obserwujemy lisa za oknem, patrząc w kominek zamiast w telewizor (którego nie mamy) podglądamy kosa na tarasie. Treningiem jest spacer po górach, które mamy wokół, a problemem to, czy śnieg zawieje naszą drogę czy nie. Udajemy trochę, że świata nie ma, wpuszczamy go do życia tylko na tyle na ile chcemy i na ile świat pozwala. Zawężamy granice, przymykamy uszy, by nie dźwigać problemów całego świata, za to czerpać z niego od jego podstaw. Budujemy bazę do powrotów z przyszłych podróży.
Czy mamy swoją szarą rzeczywistość? Codzienność? No pewnie. Jak każdy.
Ale grzechem byłoby nie docenić darów jakie dał nam los. Tu i teraz.