03/08/2026
Legenda o Bazzmanie – bohaterze od rzeczy niemożliwych
Dawno temu, a może całkiem niedawno, na skraju lasu pomiędzy jeziorem Koprowo a szumiącym Bałtykiem powstała baza zwana Świętouściem. Było to miejsce niezwykłe – pełne namiotów, ognisk, harcerskich piosenek i pomysłów, które często zaczynały się od słów:
— A może zrobimy coś, czego zrobić się nie da?
Pewnego letniego dnia nad bazą zawisło wielkie nieszczęście. Zepsuło się niemal wszystko naraz. Drzwi nie chciały się domykać, kran kapał, namiot przekrzywił się na jedną stronę, a jedna z rybek zgubiła drogę do morza. Nawet młotek gdzieś zniknął, choć wszyscy zgodnie twierdzili, że jeszcze przed chwilą leżał dokładnie tutaj.
Kadra zebrała się na naradę.
— Tego nie da się naprawić — powiedział ktoś.
— To niemożliwe — westchnął ktoś inny.
Wtedy od strony lasu dobiegł dziwny szelest. Między drzewami pojawił się człowiek w białym stroju, pomarańczowej masce i pelerynie tak długiej, że zamiatała leśną drogę. Na piersi miał wielką literę B, a na smyczy prowadził pomarańczową rybkę.
— Czy ktoś powiedział: „niemożliwe”? — zapytał.
Był to Bazzman, tajemniczy bohater Świętouścia.
Nikt nie wiedział, skąd przybył. Jedni mówili, że narodził się podczas największej burzy nad jeziorem Koprowo. Inni twierdzili, że wyszedł z magazynu narzędzi, gdy połączono ze sobą młotek, rolkę srebrnej taśmy i kubek bardzo mocnej kawy.
Bazzman nie zdradził swojej tajemnicy. Poprawił maskę, rozwinął pelerynę i zabrał się do pracy.
Krzywy namiot wyprostował jednym spojrzeniem. Kapiący kran naprawił trzema obrotami klucza. Zaginiony młotek odnalazł w miejscu, w którym — jak zwykle — „na pewno nikt go nie zostawił”. Rybce przygotował prywatną plażę z parasolem, leżakiem i miską pełną wody.
Kiedy wydawało się, że wszystko jest już gotowe, ktoś zawołał:
— Bazzmanie! A czy potrafisz sprawić, żeby wszyscy byli zadowoleni?
Bohater zamyślił się. Było to najtrudniejsze zadanie, jakie kiedykolwiek otrzymał.
Po chwili rozpalił ognisko, a potem powiedział:
— Rzeczy niemożliwe nie stają się możliwe dzięki jednej osobie. Stają się możliwe wtedy, gdy każdy dołoży od siebie choć odrobinę siły, pomysłu i dobrego humoru.
Od tamtej pory Bazzman pojawia się zawsze, gdy na bazie dzieje się coś niespodziewanego. Można go poznać po pomarańczowej pelerynie, literze B i małej rybce, która dzielnie podąża za nim przez las.
Niektórzy twierdzą, że widzieli go nocą, jak naprawiał ławkę przy świetle księżyca. Inni słyszeli jego głos dochodzący z magazynu:
— Podajcie srebrną taśmę!
A kiedy ktoś w Świętouściu mówi:
— Tego się nie da zrobić…
wiatr porusza koronami drzew, gdzieś w oddali łopocze pomarańczowa peleryna i rozlega się odpowiedź:
— Dla Bazzmana nie ma rzeczy niemożliwych. Są tylko takie, do których potrzeba więcej taśmy!