16/05/2026
Leczenie zimnym prysznicem w XIX wieku było częścią nowoczesnej hydroterapii, która miała funkcje terapeutyczne dla poprawy zdrowia i samopoczucia. Vincenz Priessnitz, powszechnie uznawany za pioniera hydroterapii, często kojarzony jest z wynalezieniem prysznica, a jego nazwisko trwale wpisało się w popularne określenie, które dzisiaj doskonale znamy. Należy jednak wspomnieć, że metody Priessnitza nie były nowatorskie (były raczej kontynuacją i rozwinięciem istniejących), ale przyczyniły się znacznie do spopularyzowania wodolecznictwa. Vincenz Priessnitz w swoim słynnym uzdrowisku w Jeseníku, stworzył innowacyjne natryski, mające na celu wspieranie zdrowia kuracjuszy. Wykorzystywał zimną wodę i zimne okłady jako terapię przy różnych diagnozach. Zalecał również specjalne diety oparte na wodzie oraz gimnastykę i spacery.
Prysznic zyskał uznanie również w Krasiczynie. Jadwiga z Zamoyskich ks. Sapieżyna, żona Leona Ludwika, była zwolenniczką hydroterapii spopularyzowanej przez dra Vincenza Priessnitza. Jej zdaniem ta metoda leczenia była panaceum na wszystkie choroby. Księżna Sapieżyna próbowała w domowych warunkach hartować swoje dzieci. Czy rzeczywiście terapią księżnej można było wyleczyć wszystkie choroby? Jadwiga z Działyńskich Zamoyska, przebywając u ciotki w Krasiczynie, dostała zapalenia oczu i od razu została poddana wodnej kuracji. Z jej wspomnień wynika, że zabieg ten nie należał do przyjemnych. Polegał on na tym, że pacjentka musiała wstawać wcześnie rano, tj. ok. 3 godziny. Zawijano ją najpierw w mokre prześcieradło, a potem w koce. Po krótkiej drzemce (45 minutach) budzono, następnie była kąpiel w wodzie o temperaturze 2º C. Po czym z dużą siłą aż do czerwoności masowano skórę i zalecano 20-minutowy bieg boso (w zimie po korytarzach, a w lecie na zewnątrz). Po wyjściu z kąpieli obwijano kark mokrym ręcznikiem, a głowę polewano zimną wodą z konewki. Czynność tę powtarzano co godzinę. Oprócz tego trzeba było leżeć na ziemi, trzymając głowę w miednicy z zimną wodą. Dodatkowo należało pić od pięciu do sześciu szklanek zimnej wody. Na śniadanie i kolację, podawano zimne mleko i chleb, a na obiad też chłodne potrawy. Po wieczornej kąpieli nakładano mokre pończochy i trzeba było chodzić aż do rozgrzania nóg. Ponadto w Krasiczynie urządzono tzw. duszę. Była to drewniana budka podzielona na dwie części. W jednej była przebieralnia, a w drugiej prysznic, tzn. drewnianym korytem spływała woda. Późną jesienią i zimą był to zabieg bardzo nieprzyjemny, a na dodatek po zakończonej kuracji trzeba było wracać do zamku boso. Podsumowując całą terapię, można stwierdzić, że nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Pacjentka nie wyleczyła oczu, natomiast nabawiła się odmrożenia rąk i nóg, kaszlu oraz bólu zębów.