Miejscowość ta zlokalizowana jest
liniowo wzdłuż szosy biegnącej z Konina do Ślesina, pomiędzy rynnowym Jeziorem
Wąsowsko-Mikorzyńskim i rozległym sztucznym zbiornikiem wodnym o powierzchni ok. 3,2 km2, powstałym na terenach po odkrywkowej kopalni węgla brunatnego „Konin”. Powierzchnia jeziora Mikorzyńskiego wynosi 245 ha, długość 6600 m, maksymalna szerokość 1000 m, największa głębokość 38 m. W p
ołudniowej części jeziora znajduje się niewielka Wyspa Klary (0,1 ha). Wody jeziora włączone do systemu chłodniczego konińskich elektrowni podniosły swą temperaturę o ok. 4˚C. Legendy
Legenda o Wyspie Klary
Dawno temu córka właściciela Mikorzyna, piękna Klara Mikorska zakochała się z
wzajemnością w białym rycerzu o imieniu Janusz. Dziewczyna ta została jednak porwana i uwięziona przez Garczę, okrutnego czarnego rycerza. Mimo, że pojedynek między obydwu konkurentami zakończył się zwycięstwem Janusza, Klara nie mogła go poślubić, poprzysięgła bowiem ślub dziewictwa, jeśli uda jej się uzyskać wolność. Prawy Janusz uszanował jej decyzję, a z rozpaczy rzucił się w ciężkiej zbroi w otmęty jeziora. Wtedy to z dna wynurzyła się wyspa, na
której dziewczyna samotnie mieszkała do końca życia. Jeszcze dzisiaj można na Wyspie Klary znaleźć fragmenty fundamentów wieży, w której mieszkała tęskniąc za swoją miłością, oraz zdziczałe już krzewy i drzewa owocowe z jej ogrodu. Janusza zaś można w księżycowe noce spotkać zbolałego i błądzącego nad jeziorem. Legenda o nazwie Mikorzyn
Dawno temu panował tu srogi rycerz, który swych poddanych tak okrutnie traktował, że wszyscy wypatrywali jego śmierci, bo tylko ona dawała udręczonemu ludowi nadzieję na lżejsze życie. Gdy to się wreszcie stało, radość wszystkich była wielka. Zdarzyło się jednak, że gdy wieziono trupa rycerza na miejsce pochówku, koło wozu silnie podskoczyło na przydrożnym korzeniu, a rycerz wstrząśnieniem tym został obudzony. Znowu nastały ciężkie dni dla mieszkańców tej ziemi, bo rycerz niczym niezrażony, jeszcze okrutniej traktował swych poddanych. Ponownie jednak śmierć przyszła po niego i wszyscy wyruszyli odwieźć zmarłego do
grobu. Jednak wóz wiozący rycerza znów najechał na korzeń, a rycerz powstałym
wstrząśnieniem zbudzony został. Jeszcze okrutniejszym stał się dla wszystkich pewny, że ze śmierci potrafi się wywinąć. Trzeci raz umiera rycerz, trzeci raz wiozą go do grobu. Trzeci raz woźnica dojeżdża do korzenia, jednak w tym momencie lud cały zakrzyknął MIŃ KORZYŃ. Tak się też stało, a rycerz więcej się nie obudził. Od tej pory, na pamiątkę tego zdarzenia, miejsce to otrzymało nazwę Mikorzyn.