15/01/2026
Góry, moi mili, to nie tylko majestatyczne szczyty i rześkie powietrze. To laboratorium człowieczej natury, gdzie na szlaku króluje wyjątkowy gatunek: barwny, głośny i liczny. Tu każdy ma swoją strategię przetrwania: jedni sapią, ale udają zen-mistrzów, inni cisną jakby ich goniła straż graniczna, a jeszcze inni myślą, że to prywatny amfiteatr i odpalają się na pełny regulator.
Przyroda to nie tylko Naturalny Park To dla niektórych reality show na żywo, gdzie świstaki grają tylko role drugoplanowe.
A ci, co idą wolniej kontemplują każdy listek, każdy kamień, każde „och, jakie tu powietrze inne niż w mieście. Tacy, co potrafią pół godziny siedzieć na głazie i medytować nad tym, czy mech to już inteligentna forma życia, idą powoli.
A ten co przyszedł, żeby się nasycić górską ciszą, on może przyszedł, żeby odhaczyć. Tabela, punkty, wysokości. Słońce piecze? Zaspy po pas? Lawina z tyłu? On i tak idzie, bo wczoraj na fejsie napisał, że dziś zdobywa szyty. I zdobędzie, choćby na czworakach, choćby po innych turystach jak po drabince. Bo co to za życie bez zdjęcia?
Poza tym górska cisza, szum potoków, śpiew ptaków…
Inny wypił izotonik, zjadł batonika, ale ręce ma tak słabe, że nie doniesie papierka do kosza. Więc zostawi, niech się Matka Natura wzbogaci o kolekcję foliówek i puszek. Bo przecież w lasach jest ekipa krasnoludków, co po nocach sprząta ?
A rodzina mama, tata, dwójka dzieci i teściowa gdzie dzieci wyją jak syreny alarmowe, bo chcą lody. Mama ryczy na dzieci, że „jeszcze trochę i kupimy”, tata wrzeszczy na mamę, że „po co w ogóle je brałaś”, a teściowa sapie tak dramatycznie, że wyglądem bije na głowę wszystkie memy o „ostatnim oddechu”. I tak cała ta górska karawana sunie pod górę, zostawiając po sobie akustyczne tsunami, które niesie się aż po niebiosa.
A gdy influecer na szlaku najpierw pół godziny ustawiania statywu, trzy zmiany pozy z nogą na kamieniu, pięć prób poprawiania włosów i obowiązkowe „brzuszek wciągnij, cycki wypnij, tyłek unieś. Klik. Fotka wrzucona w Internet z podpisem: „kocham kontakt z naturą, góry to moja pasja ❤️”. A po zdjęciu? powrót na parking - najlepiej na grzbiecie konia, bo przecież do butów trekkingowych nie pasuje torebka.
I tak to wygląda, moje słodkie jagódki. Jedni szukają ciszy i spokoju, drudzy adrenaliny, trzeci lajków do karmienia swojego ego.
A Baba Jędza siedzi sobie na pieńku, patrzy i myśli: góry były tu wiele lat przed nami i jeszcze chwilę po nas zostaną. To my jesteśmy tym komicznym epizodem na szlaku, jak mucha na naszym plecaku.
https://youtu.be/4tFcQHcwdrA?si=dGCreb8jQCOmBMEC&sfnsn=wa