13/02/2026
Jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli religii proroka Mekki i Mediny jest zasłanianie twarzy kobiet, m.in. hidżabem, nikabem, burką czy burką afgańską.
Dlaczego kobiety muszą się zakrywać w świecie i----u? Dlaczego nie mężczyźni? Jakiego rodzaju „bóg” boi się kobiecej twarzy tak bardzo, że domaga się jej usunięcia z przestrzeni publicznej?
Człowieka nie rozpoznaje się po kolanie, ramieniu czy łokciu. Nie da się również odczytać czyichś emocji, myśli ani wewnętrznego stanu, patrząc na stopy, dłonie czy sylwetkę. To twarz jest tym, co czyni osobę osobą. To twarz pozwala nam rozpoznać drugiego człowieka, odczytać jego radość czy smutek, miłość czy lęk. W twarzy skupia się to, co najbardziej ludzkie - wnętrze osoby. Kiedy spotykamy się z drugim człowiekiem, najpierw spotykamy się z jego twarzą. To twarz jest miejscem spotkania. Przestrzenią relacji. Spojrzenie potrafi więcej niż słowa. Jedno spojrzenie może przyjąć albo odrzucić, uspokoić albo zranić, zaprosić albo zamknąć.
Twarz - według zamysłu Stwórcy - w najbardziej bezpośredni sposób wyraża niepowtarzalność każdego z nas. W Biblii czytamy, że każdy człowiek został stworzony na obraz Boga - po hebrajsku: "tselem Elohim" (Rdz 1,27). Ten obraz objawia się m.in. w osobowości, wolności, zdolności do relacji, a także w twarzy, która jest pewnego rodzaju „oknem duszy”. To przez twarz bowiem promieniuje wewnętrzne światło człowieka.
Zakrywanie twarzy nie jest aktem wyjątkowej duchowości ani głębszego oddzielenia dla Boga. Jest raczej aktem wymazania, odebraniem temu, co osobowe, jego widzialności i głosu. Zakrywanie twarzy usuwa indywidualność, którą sam Bóg tchnął w człowieka, mówiąc: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz”. Twierdzenie, że tylko mąż ma prawo oglądać twarz kobiety, nie jest wyrazem skromności ani szacunku. Jest radykalnym wyrazem kontroli, posiadania i dominacji. Niesie w sobie komunikat: „Ona do mnie należy”. Kobieta zostaje w ten sposób zredukowana do własności, a jej obecność w świecie publicznym staje się czymś podejrzanym, niemal niebezpiecznym. Kiedy zakrywa się czyjąś twarz, ta osoba zaczyna znikać. Znika po trochu, społecznie, duchowo, egzystencjalnie.
Zasłona staje się w ten sposób metaforą religii, która nie objawia, lecz ukrywa; nie wyzwala, lecz wiąże; nie celebruje różnorodności, lecz narzuca uniformizm. W takiej wizji religii relacja z Bogiem nie przebiega przez osobiste spotkanie, lecz przez podporządkowanie się systemowi.
Biblijny Bóg objawia się w sposób radykalnie odmienny. On odsłania swoje oblicze i zaprasza człowieka, by uczynił to samo.
Mojżesz błogosławił Izrael słowami:
„Niech PAN rozjaśni nad tobą swoje oblicze"
(Lb 6,25).
Psalmista wołał:
"Rozjaśnij swe oblicze nad twoim sługą".
(Ps 31,17).
To wołanie najpełniej wypełniło się w osobie Bożego Syna, Jezusa Chrystusa. W Nim Bóg objawił swoją twarz, objawił swoje oblicze. Jeżeli więc dziś ktoś pragnie poznać Boga, potrzebuje poznać oblicze Jezusa.
Krzyż Jezusa jest szczytem objawienia Boga. Na krzyżu twarz Bożego Syna została zraniona, opluta, zakrwawiona. Jednakże w tym oszpeconym obliczu objawiała się największa miłość. Miłość Boga do człowieka.
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał…” (J 3,16).
Ewangelia mówi:
Nie musisz się ukrywać. Nie musisz zasłaniać swojego wnętrza przed Bogiem. Możesz stanąć przed Nim takim, jakim jesteś. Wejść z Nim w bliską, najbliższą relację, która nie polega na ukrywaniu się, lecz na spotkaniu. Nie na strachu, lecz na miłości. Nie na zacieraniu tożsamości, lecz na nadaniu nowej tożsamości.
Apostoł Paweł napisał:
„My wszyscy z odsłoniętą twarzą wpatrujemy się w chwałę Pana i zostajemy przemienieni w ten sam obraz” (2 Kor 3,18).
Ewangelia nie prowadzi do wymazania osoby, lecz do jej przemiany.
Jeżeli więc pragniesz poznać Boga, Ewangelia odpowiada: Spójrz na Jezusa. W Nim zobaczysz rzeczywistą twarz Ojca.