Usiądź wygodnie i posłuchaj...
Opowiem Ci pewną historię o starym zapuszczonym siedlisku, które już za czasu życia moich dziadków - ze strony ojca - było nazywane ranczem. Zostało przez nich zakupione w latach '90, kiedy to jeszcze funkcjonowało jako gospodarstwo rolne z pełnym inwentarzem. Posłuchaj dalej...
Dziadek pochodził właśnie z Przyłęka, gdzie ranczo się mieści, a babcia ze wsi obok - z M
elanowa. W latach '60 przenieśli się do Warszawy, a później w latach '70 na placówkę Linii Lotniczych LOT w Afryce północnej. Po latach, z tęsknoty za rodzinnymi stronami - zrodził się pomysł zakupu małego gospodarstwa. Zakupili podupadłe gospodarstwo rolne składające się z drewnianego domku z bala i budynku użyteczności zwierzęcej - że tak powiem - który przerobili na gościniec z salą myśliwską (tak, dziadek polował). Ranczo dawało im schronienie i oazę spokoju na stare lata. Dziadek wynosił sobie krzesło do lasu i popijał koniak a babcia z umiłowaniem sadziła kilometry kwiatów i robiła przetwory z niewiarygodnych ilości owoców, warzyw i grzybów, które to ranczo rodziło. Niestety, z biegiem lat dziadkowie pomarli, a ranczo stawało się coraz dzikszą, zarośnientą puszczą winorośli, pokrzyw i wszelkiego chwastu, który tylko zdołał się przebić w tym gąszczu. Budynki popadały w ruinę, z braku: ogrzewania, użytkowania, wietrzenia, odświeżania, lekkich remontów, czy nawet rozłożenia trutki na gryzonie. I tak w 2015 roku, gdy zmarł mój ojciec, owe ranczo trafiło w moje ręce.
Żeby nie przynudzać powiem tylko krótko:
Robię wszystko, żeby ranczo znowu zaczęło żyć pełną piersią, staram się przywrócić je przynajmniej do dawnej świetności, a i chciałbym, aby było miejscem dla wszystkich ludzi, którzy gdzieś w najgłębszych odmętach, czeluści duszy - pragną choć na chwilę - oderwać się od miejskiego zgiełku i życia w pędzie. Chciałbym, aby ranczo, jak za dawnych lat dawało przyjemność z celebracji życia na łonie natury. Aby uczyło zaganianych ludzi XXI wieku - doby pełnej cyfryzacji i spłycenia relacji międzyludzkich do wysyłania sobie co raz to rozmaitszych wygibasów graficznych - jak żyć w zgodzie z przyrodą, pogodą i z porami roku. Jak z tego, co właśnie mijamy na spacerze - po łące czy lesie - zrobić pyszną konfiturę, syrop, nalewkę, czy nawet ususzyć to i pić w zimie na nerki, włosy czy żołądek. Resztę historii, ze szczegółami możecie obejrzeć w chronologicznie ułożonych albumach ze zdjęciami*.
*Żeby miała ona sens i jakąkolwiek chronologię - czytajcie od samego końca - czyli od początku. Bieżące wydarzenia, ciekawostki i inne interesujące rzeczy będziecie widzieli w postach na tablicy Rancza Przyłęk. Pozdrawiam i Zapraszam!
~Jan R.