26/01/2026
Co się działo po 22:00?! Jeśli widzieliście mknący samochód, który brał zakręty jak pirat drogowy, byle tylko zdążyć na pobliską łąkę – to byłem ja. Cel był jeden: zdążyć na spektakl stulecia. I wiecie co? Trafiłem w punkt! Karkonoskie niebo postanowiło zaserwować nam darmowe kino science-fiction. To nie była zwykła łuna – to był taniec filarów. Gra świateł:
• soczyste zielenie,
• głębokie czerwienie,
• a nawet delikatny, magiczny fiolet.
Coś absolutnie fantastycznego! Oczywiście, w naturze nigdy nie jest idealnie. "Pizgało" tak, że mój statyw próbował odlecieć razem z aparatem, a ja robiłem za żywy obciążnik. Do tego mój aparat uznał, że to doskonały moment na strajk włoski i przestał ostrzyć. Może było za ciemno, może on też zmarzł, a może po prostu był w szoku tak jak ja? Rano zrobię przegląd strat, ale... kogo to obchodzi?! Nawet jeśli zdjęcia nie będą ostre jak żyleta, to wspomnienia są w 4K. Warto było się wyrwać, zmarznąć na kość i poczuć tę moc endorfin. Dla ciekawskich – to, co widzieliśmy, to "oddech Słońca" uderzający w naszą atmosferę. Kolory zależą od tego, z czym i na jakiej wysokości zderzają się cząsteczki wiatru słonecznego:
• Zieleń – to tlen na niższych wysokościach (standard).
• Czerwień – tlen na bardzo dużych wysokościach (to oznacza, że burza magnetyczna była naprawdę potężna!).
• Fiolet/Róż – to zasługa azotu.
To niesamowite, że zwykła fizyka i chemia potrafią namalować takie arcydzieła. Zapraszam do galerii! Mimo technicznych przygód i walki z wiatrem, udało mi się złapać kilka kadrów tego szaleństwa. Dajcie znać, jak Wam się podoba karkonoska zorza! Widzieliście ją u siebie?