07/10/2025
Odcinek: Łask - młyn Krzywda w Brzeskach, ca. 22km
Cóż żeśmy sobie tak NAGRABILI, że rzeka okazała się tak nieŁASKawa dla naszych planów.... a może plany nie były tak dobrze dopasowane do rzeczywistości.....
W zeszłym roku poznaliśmy około 8-kilometrowy odcinek rzeki Grabi na spływie "3 rzek" (Grabia - Widawka - Warta) i strasznie nas wszystkich ona zauroczyła. Spokojny nurt, niebyt głęboka i ukryta w ładnym przyrodniczym otoczeniu tak dobrze, że patrząc na mapę ciężko momentami doszukać jej samej.
Zaplanowałem dwudniowy spływ na odcinku od miejscowości Łask do ujścia Grabi do Widawki do Osady kajakowej Ujście, gdzie spędziliśmy bardzo przyjemny piątkowy wieczór i skąd właściciel wywiózł nas w sobotę rano na start naszej przygody. Już pierwsze kilometry zweryfikowały moje wyobrażenie górnej części rzeki na podstawie tego co znałem z dolnego odcinka. Niestety ekstrapolacja mojej wiedzy nie sprawdziła się. Rzeka jest dość głęboka i bardzo czysta, początkowo jeszcze słychać szum miejscowości ale szybko wkraczamy w otwarty teren długiego na ponad 2 kilometry trzcinowiska. Tutaj rzeka gubi się pośród zarośli. Płyniemy na wyczucie. Tam gdzie się da wepchnąć kajak, płyniemy, tam gdzie utyka owinięty zaroślami trzcin, wycofujemy i badamy teren, który nas przepuści dalej. 1 kilometr pokonujemy w jedną godzinę, tak więc pomimo dość wczesnego startu mamy już ogromną odchyłkę od mojego założenia, czyli 4km/h płynięcia. Środowisko jest dla mnie bardzo ciekawe, trudne do pokonania, pewnie na dużym odcinku niemożliwe do spenetrowania na nogach, więc spływ metodą przepychania się i prospekcji koryta rzecznego to jedyny i przyjemny sposób aby je poznać. Po tym mocnym doświadczeniu, krótka przerwa i pokonujemy dalej, nie tak szybko jak planowałem, kolejne kilometry. Rzeka nadal schowana w wąskim korycie, czasem w niezbyt gęstym lesie częściej płynie pośród łąk i przede wszystkim często mocno kręci kierunkiem płynięcia. Drzewa też zdarzają się w nurcie, przegradzają go i wymuszają przenoski, raczej przez przeszkody niż przez brzeg, którego nie ma. Na jednej z takich przeszkód jedna osoba wpada po pas do wody, tak rzeka choć wąska to głęboka. Z biegiem nurtu, zwałek przybywa, wspólnymi siłami przerzucamy kajaki. Sił co raz mniej a przed Nami ostatnia przenoska, to jest młyn w Marzeninie. Brak wskazówek jak go pokonać, a sama droga choć 20-metrowa to męka. Jedna z najgorszych przenosek jakie znam. Dobrze, że od pewnego czasu wszystkie chmury przegonił niesłabnący wiatr i towarzyszyło nam ciepłe i przyjemne słońce. Ostatnie kilometry mijają spokojnie. Docieramy do miejsca, która nie jest naszym celem ale nadaje się na nocny biwak. Poranek w tym miejscu jest tak spektakularny, że wraz ze snem z powiek ulatują nam trudy dnia poprzedniego. Zaskakująco szybko jesteśmy znów w nikłym nurcie rzeki, która nadal przyjemnie kręci. Choć na pierwszych stu metrach trafiamy na kolejne zwałki, to początkowe kilometry dość szybko nam mijają. Dopiero zbliżając się do Emilanowa, trafiamy na zasieki ze zwałek, które są niezwykle wymagające. Wielkie powalone drzewa leżące w nurcie jedno za drugim, czasem dwa na sobie, piętrzą się jeszcze wyżej. Wybitnie dobra okazja do trenowania przenosek z załadowanymi kajakami. Trochę wspólnymi siłami, trochę każdy po swojemu, pokonujemy i ten odcinek i decydujemy się tę przygodę zakończyć w Brzeskach na młynie Krzywda. Jednak i ten odcinek, choć to tylko 8 kilometrów od biwaku był zmienny jak pogoda tego dnia. A w ciągu tych kilku godzin i padał rzęsisty deszcz i było słonecznie i wietrznie i momentami chłodno. Przygodę kończymy nad talerzami ciepłego i sycącego leczo podanej nam przez Właściciela osady kajakowej.